Twoje dziecko uczy się lichwy w szkole. I nikt mu tego nie powie.

Inflacja i lichwa są w istocie formą kradzieży. Kradzież zaś jest złem — zła zaś czynić nie wolno, nie wolno bowiem zabierać ani niszczyć dobra. Brzmi to jak truizm, lecz gdy próbujemy stosować tę zasadę z całą konsekwencją, okazuje się, że znaczna część współczesnej gospodarki jest na kradzieży zbudowana. Tyle że na kradzieży zalegalizowanej, akceptowanej, a niekiedy nawet czynnie wspieranej przez państwo.

Twoje dziecko uczy się lichwy w szkole. I nikt mu tego nie powie.

Czym jest pieniądz?

Symboliczna scena wymiany barterowej — kosz ziemniaków obok pary butów, ilustracja niedoskonałości handlu bez pieniądza

Zanim podejmiemy próbę zdefiniowania lichwy, należy ustalić, czym jest pieniądz. Pieniądz to ekwiwalent dobra, narzędzie służące ułatwieniu wymiany towarów. Rolnik i rzemieślnik, by móc wymieniać między sobą wytwarzane przez siebie dobra, potrzebują pośrednika — czegoś, co zamieni ich produkt w wartość możliwą do wymiany na dowolne inne dobro. Bez takiego pośrednika handel byłby skrajnie utrudniony: ziemniaki za buty, buty za jajka, jajka za podkowy. Organizacja takiej wymiany przekraczałaby możliwości każdej rozwiniętej społeczności. Dlatego właśnie powstał pieniądz. I właśnie dlatego rzeczą o pierwszorzędnym znaczeniu jest, by pieniądz miał stałą wartość.

Czym jest lichwa?

Symboliczna grafika: monety wyrastające z monet bez żadnego dobra w tle — pieniądz rodzący pieniądz

Lichwa to wytwarzanie pieniądza z pieniądza — proces, w którym powstaje wartość pieniężna bez powstania równoważnego jej dobra. W konsekwencji lichwiarz otrzymuje pieniądz, który nie odpowiada żadnej wytworzonej rzeczy. Mówiąc wprost: pobiera od drugiej strony to, czego mu nikt nie powinien. Mechanizm ten — pobieranie wartości bez jej wytwarzania — stanowi sedno problemu. Gdy raz rozpoznamy ten wzorzec, zaczynamy dostrzegać go w wielu miejscach, w których wcześniej widzieliśmy tylko „normalny biznes".

Dlaczego wynajem (rentierka) jest lichwą?

Klucze do mieszkania na tle pliku banknotów — symbol pobierania renty z cudzej pracy

Wynajem rządzi się dokładnie tym samym wzorcem. Właściciel oddaje lokal najemcy i pobiera od niego dwie pozycje: ratę czynszu oraz opłatę za samo prawo korzystania z lokalu. Mimo otrzymywania tej drugiej kwoty pozostaje nadal właścicielem nieruchomości.

Lokal wymaga bieżącego utrzymania — i to jest funkcja czynszu. Jednak opłata za samo prawo wynajmu już do tej kategorii nie należy; jest formą lichwy. Właściciel otrzymuje dochód, nie wykonując żadnej pracy, lecz jedynie inkasując pieniądze. Nie prowadzi w tym lokalu restauracji, warsztatu ani szkoły. Czerpie korzyść z cudzej pracy — okrada zatem najemcę.

W przypadku kredytów lichwa zaczyna się już przy oprocentowaniu rzędu siedmiu procent. W przypadku najmu mieszkań i lokali użytkowych mówimy o lichwie nieporównywalnie wyższej — sięgającej pięciuset procent i więcej.

Kiedy najem nie byłby lichwą?

Wówczas, gdyby wynajmujący pobierał wyłącznie ratę czynszu i konserwacji albo czynsz wraz z opłatą dodatkową — pod warunkiem, że po pewnym czasie nastąpiłoby przeniesienie własności lokalu na najemcę. Najem stałby się wówczas formą zakupu lokalu „na raty".

Po przeniesieniu własności wynajmujący otrzymywałby zapłatę za rzeczywiste dobro, jakim jest lokal, a najemca zamieniałby swoją pracę i pieniądze w trwałą wartość. Żadna ze stron nie ponosiłaby straty.

W przypadku rezygnacji najemcy lub niepowodzenia jego przedsięwzięcia, po opuszczeniu lokalu należałoby zwrócić mu kwoty wpłacone tytułem opłaty dodatkowej — naturalnie po doprowadzeniu lokalu do stanu pierwotnego. Dzięki temu nie ponosiłby straty z winy wynajmującego. Każdy zachowywałby swoje dobro.

Tymczasem dziś obserwujemy kradzież na masową skalę. Wartość lokali jest sztucznie zawyżana — czym konstrukcyjnie różni się lokal w Warszawie od identycznego lokalu w Łodzi? — a od owej zawyżonej wartości ustala się jeszcze bardziej zawyżony koszt najmu, wielokrotnie przewyższający ratę kredytu, bez jakiegokolwiek przekazania własności.

Lichwa w wielu odsłonach

Kolaż współczesnych form lichwy: ikona subskrypcji Office, kontrakt leasingu, wykres giełdowy, abonament na ogrzewane fotele samochodowe

Identyczny mechanizm znajdujemy w leasingu — wówczas, gdy najemca nie wykupuje przedmiotu leasingu. Tę samą logikę reprodukuje wynajem długoterminowy. Tę samą wreszcie — subskrypcje na funkcje już zainstalowane w samochodzie (ogrzewane fotele) czy na oprogramowanie (Office, Windows). Wszelkie spekulacje na giełdach papierów wartościowych, rynkach forex, ETF-ach, kontraktach terminowych i innych instrumentach finansowych operują wyłącznie na pomnażaniu pieniądza z pieniądza — i w ten sposób są lichwą w czystej postaci.

Sam kredyt nie jest natomiast szkodliwy — pod warunkiem, że w przypadku trudności następuje zwrot pieniędzy kredytobiorcy wraz z oddaniem przedmiotu kredytu (oczywiście po uwzględnieniu zużycia). Praktyka jest jednak inna: w sytuacji niewypłacalności nakłada się dodatkowe raty, a w skrajnych przypadkach zajmuje się jednocześnie i przedmiot, i wpłacone już środki. Pożyczkobiorca traci wszystko, bank zyskuje wszystko. Jest to dokładnie ten sam mechanizm co przy najmie.

Można powiedzieć, że im gorzej się wiedzie kredytobiorcy, tym lepiej dla kredytodawcy

A co z hotelem?

Nocleg w hotelu lub pensjonacie nie jest lichwą. Przedmiotem wymiany jest tu rzeczywiste dobro — tymczasowe lokum w trakcie podróży. Ponieważ podróż rzadko bywa przymusem (wyjątkiem są na przykład przesiedlenia), wymiana ma charakter dobrowolny i przynosi korzyść obu stronom: jedna dostarcza pokój, druga zyskuje miejsce na noc.

Najem według zasady dobrego gospodarza

W modelu prawdziwego najmu obowiązuje zasada dobrego gospodarza. Najemca pokrywa wyłącznie czynsz, a więc realny koszt utrzymania lokalu; pozostała część jego dochodu pozostaje w jego dyspozycji. W ten sposób bogacą się wszyscy uczestnicy wymiany. Wynajmujący zachowuje swoje dobro w dobrym stanie (ma środki na remonty, nie boryka się z pustostanem), najemca czerpie zysk ze swojej pracy, a społeczeństwo korzysta z dostępnych cenowo usług.

Niestety, dzisiejszą normą stała się lichwa, którą państwo nie tylko toleruje, ale wręcz wspiera — choćby przez podatki pobierane od wysokich kwot najmu czy VAT od transakcji. Mamy do czynienia z systemem zbudowanym na kradzieży, w którym im wyżej w hierarchii znajduje się dany podmiot, tym więcej kradnie. Ciężar utrzymania całej tej struktury spoczywa zaś na najmniej zamożnych: drobnych przedsiębiorcach (większy przedsiębiorca lokal po prostu kupi) i zwykłych obywatelach.

W rezultacie pracować muszą oboje rodzice, a dzieci się nie rodzą — owoce ich pracy i środki, które miały służyć rodzinie, zostały bowiem zawłaszczone przez lichwę. Osoby zmuszone do najmu, gdy doświadczają trudności finansowych — utraty pracy, erozji wynagrodzenia przez inflację (czyli przez kradzież państwową) — często, nie widząc innego wyjścia, przestają płacić. Niektórzy z nich, doświadczywszy najgłębszej rozpaczy, odbierają sobie życie, nie dostrzegając żadnej drogi wyjścia.

Lichwa w szkolnym podręczniku

Otwarty zeszyt szkolny z zadaniem matematycznym o procencie składanym, dłoń dziecka z ołówkiem rozwiązuje zadanie

Najpoważniejsze jest jednak to, że lichwy uczy się dziś dzieci na lekcjach matematyki. Pokazuje się im, jak liczyć odsetki proste i składane, jak wyliczyć ratę kredytu, jak obliczyć zysk z lokaty — w żadnym jednak miejscu nie pada słowo, że to właśnie jest lichwa. Wprowadza się dzieci w matematykę „ekonomiczną", oderwaną od rzeczywistości — w realnej bowiem gospodarce, opartej na wymianie dóbr, lichwa nie występuje. Jest zjawiskiem sztucznym, pasożytniczym, nałożonym na rzeczywisty świat.

Dziecko otrzymuje na lekcji takie zadanie:

„Pan Kowalski wpłacił 10 000 zł na lokatę z oprocentowaniem 5% rocznie. Ile będzie miał po 10 latach?"

Albo takie:

„Bank udzielił kredytu na 200 000 zł. Oblicz ratę przy oprocentowaniu 8%."

Dziecko liczy. Wpisuje wynik. Otrzymuje piątkę. Matka jest dumna.

Nikt jednak nie zadaje pytania, które jest naprawdę istotne: skąd właściwie wzięły się te dodatkowe pieniądze? Co takiego zrobił pan Kowalski, by zarobić procenty? Co bank wytworzył, by uprawnione było pobieranie odsetek? Czy pojawiło się jakieś nowe dobro — żywność, mieszkanie, ubranie, usługa? Nie. Powstał wyłącznie zapis w komputerze. Pieniądz „urodził" pieniądz — bez pracy, bez wytworzenia czegokolwiek rzeczywistego.

A jednak dziecko siedzi w ławce, rozwiązuje zadanie z procentu składanego i przyswaja przekonanie, że jest to coś naturalnego, neutralnego, matematycznie eleganckiego. Nikt mu nie wyjaśni, że za tym wzorem stoi mechanizm okradający miliony ludzi. W ten właśnie sposób system się reprodukuje — nie przez jawną propagandę, lecz przez milczące założenie, że tak po prostu jest i tak być musi.

Książki, które roznoszą wirusa

Okładka książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec" Roberta Kiyosakiego — bestseller propagujący ideologię pasywnego dochodu

Wirus lichwy propagują również bestsellery. Sztandarowym przykładem jest „Bogaty ojciec, biedny ojciec" Roberta Kiyosakiego — książka, która wprost głosi, że dobrem jest zarabianie pieniędzy bez pracy, że celem życia jest „pasywny dochód", że należy kupować mieszkania na wynajem, by inni pracowali na nas. Skala sprzedaży i popularność tej serii świadczą dobitnie o stopniu, w jakim społeczeństwo przyswoiło tę narrację. Miliony czytelników przyjęły jej tezy jako oczywiste — i przekazują je dalej swoim dzieciom jako mądrość życiową.

Nie jest to edukacja finansowa. Jest to podręcznik lichwiarza, sprzedawany pod szyldem drogi do wolności.

Złożenie lichwy

Średniowieczna ilustracja kręgów piekła z „Boskiej komedii" Dantego — lichwiarze umieszczeni na samym dnie

A zakup mieszkania przez rentiera? Po zrozumieniu istoty lichwy widzimy, że mamy tu do czynienia z jej złożeniem — i to wykładniczym. Pierwsza warstwa lichwy zlokalizowana jest u bankiera, druga u dewelopera, trzecia u rentiera. Wszystkie te warstwy opłacają zaś najmniej zamożni, zmuszeni przez system do takiego najmu, ponieważ alternatywy nie ma. Wyzysk najuboższych stanowi tymczasem jedną z najpoważniejszych win moralnych, jakie człowiek może popełnić; mówił o tym już Cyceron.

Z tego właśnie powodu Dante w „Boskiej komedii" umieścił lichwiarzy na samym dnie piekła — albowiem lichwa niesie ze sobą zniszczenia o ogromnej skali. Jak mawiał Arystoteles: „Mały błąd na początku staje się wielkim na końcu". Tak właśnie działa lichwa. Z pozoru niewinny procent, niepozorna opłata za najem, drobna marża „za nic" — kumulują się w czasie i pochłaniają całe pokolenia, całe rodziny, całe społeczeństwa. To, co rozpoczyna się jako mechanizm rzekomo nieszkodliwy, kończy jako system odbierający ludziom dzieci, pracę, nadzieję, a niekiedy i życie.

I nie ma co zazdrościć losu lichwiarzom — choćby tu, na ziemi, prowadzili życie najbardziej spełnione. Nagroda, jaka czeka ich za lichwę, jest straszna. Ale zarazem sprawiedliwa.

Pytanie do własnej analizy

Formularz PIT, faktura VAT i ekran systemu KSeF — symbole państwowych mechanizmów pobierania renty z pracy obywateli

Skoro znamy już wzorzec — pobieranie wartości bez jej wytwarzania, „produkcja pieniędzy z pieniądza", zysk bez pracy — proponuję przyłożyć ten klucz do kilku kolejnych mechanizmów.

Czy w ten wzorzec wpisuje się VAT? Państwo nie produkuje chleba, butów ani usługi fryzjerskiej, a od każdej transakcji pobiera procent od wartości wytworzonej przez kogoś innego. Kto tu wnosi dobro, a kto jedynie inkasuje?

Czy mieści się tu PIT? Pracownik wytwarza wartość swoją pracą — fizyczną, umysłową, niekiedy zdrowiem. Państwo zabiera procent, nie uwzględniając czy podatnikowi starczy na utrzymanie. Dawniej pobierano podatki od zysku (czyli nadwyżki), a nie od przychodu; subtelna choć odwracająca wszystko zmiana. Czy jest to opłata za infrastrukturę i bezpieczeństwo, czy raczej opłata za sam fakt, że ktoś pracuje?

A KSeF? System wymuszający na każdym przedsiębiorcy raportowanie każdej faktury, każdego ruchu, każdej transakcji w czasie rzeczywistym — komu właściwie służy? Czy państwo wytwarza dobro, którego ten system stanowi ekwiwalent? A może jest to po prostu coraz szczelniejsze narzędzie do pobierania renty z cudzej pracy, opakowane w język „cyfryzacji" i „uszczelniania systemu"?

Nie podaję tu gotowych odpowiedzi. Zachęcam do samodzielnego prześledzenia: kto w każdym z tych mechanizmów wytwarza dobro, a kto wyłącznie pobiera? Czy istnieje równoważne dobro, które wraca do tego, kto płaci? I czy nie mamy tu do czynienia z kolejnym złożeniem lichwy — tym razem nie u bankiera, dewelopera czy rentiera, lecz piętro wyżej?

Dlatego uczymy budować restauracje

Dziecko z laptopem przy modelu restauracji — diagram systemu z rolami kucharza, kelnera, dostawcy i klienta — zajęcia KidsPRO

Z tego właśnie powodu na zajęciach w KidsPRO uczymy dzieci informatyki, budując wraz z nimi — w praktyce — restaurację jako system. Perspektywa informatyczna pozwala bowiem zobaczyć to, co ekonomia ukrywa.

Kiedy dziecko modeluje restaurację jako system — kelner, kucharz, kasa, lokal, surowce, klient — natychmiast widzi, kto co wnosi i kto co bierze. Widzi, że kucharz wytwarza wartość. Że kelner wytwarza wartość. Że dostawca surowców wytwarza wartość. I nagle widzi również tego, kto nie wnosi do systemu niczego, lecz wyłącznie pobiera — właściciela lokalu, który nie gotuje, nie obsługuje, nie kupuje surowców, a co miesiąc inkasuje kwotę większą niż zarobek większości pracujących w tej restauracji.

Wzorzec staje się widoczny natychmiast — ponieważ system zachowuje hierarchie, role i relacje, których język ekonomiczny zwykle się pozbywa. Ekonomia bowiem redukuje rzeczywistość do liczby: do przychodu, kosztu, marży, ROI. W tej redukcji giną kucharz, kelner, dostawca; pozostaje wyłącznie zysk operacyjny. Tracimy hierarchię, a wraz z nią tracimy zdolność rozpoznania, co właściwie robimy i kto na czyj koszt się bogaci. Model informatyczny przywraca tę utraconą strukturę.

Ta perspektywa pozwala dziecku nie tylko zbudować poprawne rozwiązanie informatyczne. Pozwala mu odkryć, czym jest lichwa, i zobaczyć, jak się przed nią bronić. Gdy raz zrozumie się ten wzorzec, dostrzega się go wszędzie — w subskrypcji, w wynajmie, w kredycie, w spekulacji giełdowej. Można wówczas świadomie wybierać, po której stronie wzorca chce się stanąć.

Na tym właśnie polega prawdziwa edukacja ekonomiczna — nie na wzorach procentu składanego oderwanych od rzeczywistości, lecz na zrozumieniu, kto w systemie wytwarza dobro, a kto je wyłącznie zabiera... i jak się przed tym chronić.

Zobacz też

Czy Minecraft rozwija kreatywność?

W artykulue odkryjesz czym jest prawdziwa kreatywność i dlaczego Minecraft ją niszczy.

Czytaj

Programowanie a świat przyrody — opowieść o arbuzie i kodzie

Czego może nauczyć nas arbuz o programowaniu? Zobacz jak natura inspiruje do tworzenia mądrych, harmonijnych i przedsiębiorczych rozwiązań, szczególnie w kursach programowania dla dzieci.

Czytaj