Co łączy Picassa z systemem kaucyjnym?
Na pierwszy rzut oka nic. Malarz sprzed stu lat i automat w markecie, który połyka butelki. A jednak łączy ich to samo: rozbicie rzeczywistości na kawałki.
Kubizm zrobił z twarzą człowieka to, co system kaucyjny robi dziś z prostą czynnością oddania butelki. Wziął spójną całość, pociął ją na fragmenty i poukładał od nowa, wbrew temu, jak rzeczywistość naprawdę wygląda. I ogłosił, że to postęp. Że kto nie widzi w tym piękna, ten się po prostu nie zna.
Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Rzeczywistość jest spójna
W przyrodzie nic się nie marnuje. Liść spada z drzewa, rozkłada się, staje się glebą, z gleby wyrasta następne drzewo. Przyczyna i skutek trzymają się za ręce. Cykl się domyka. Nikt nie musi tego procesu dotować, certyfikować ani obsługiwać aplikacją. Działa, bo jest zgodny z prawami rzeczywistości.
Człowiek przez tysiące lat naśladował ten wzorzec. Butelka po mleku wracała do mleczarza. Ta sama butelka, tą samą drogą, dziesiątki razy. Krótki obieg, zamknięte koło, zero straty. To nie była żadna ekologia. To był zdrowy rozsądek, czyli zgoda na to, jak działa świat.
Człowiek „nowoczesny" myśli inaczej. Jednorazowo. Tymczasowo. Byle było nowe, ładne, kolorowe. Co będzie dalej, to już cudzy problem. Jego interesuje zysk tu i teraz. Więc najpierw rozbił zamknięty obieg na kawałki, wprowadził jednorazowość, zalał świat plastikiem. A potem, gdy skutki stały się widoczne gołym okiem, zaproponował rozwiązanie. I tu robi się ciekawie.
Rozwiązanie, które niczego nie rozwiązuje
Bo jakie rozwiązanie wybrano? Powrót do butelki zwrotnej, do krótkiego obiegu, do eliminacji jednorazowości? Nie. Wybrano system. Wielki, ogólnokrajowy, wymagający automatów, logistyki, operatorów, rozliczeń, ewidencji, kontroli. Kupujesz butelkę w jednym miejscu, płacisz kaucję, wieziesz butelkę w drugie miejsce, automat ją zgniata, dostajesz bon, bon wydajesz na kolejne zakupy. Szklane butelki, które dałoby się myć i napełniać ponownie, w dużej części się tłucze, a potem przetapia, choć koszt energetyczny takiego recyklingu jest ogromny.
Przyczyna została oddzielona od skutku grubą warstwą pośredników. Każdy z tych pośredników coś z tego ma. System żyje, kręci się, generuje faktury, etaty, prowizje i podatki. Jest ruch. A gdzie jest ruch, tam są pieniądze.
Znamy już ten wzorzec. Widzieliśmy go przy klimacie.
Ten sam mechanizm, inna dekoracja
Model jest zawsze taki sam. Wybiera się cel, który wygląda na ważny i szlachetny, a następnie dobiera się do niego błędne środki. Chcemy zniwelować zanieczyszczenia? Świetnie. Budujemy więc wiatraki. Najpierw na lądzie, gdzie negatywne skutki widać już dzisiaj. Skoro na lądzie wyszło, jak wyszło, przenosimy się na morze i zaczynamy rozkładać kolejny ekosystem. Byle się działo. Byle płynęły przelewy.
A poprawne rozwiązanie obu problemów, i śmieci, i zanieczyszczeń, leży na stole od dawna: eliminacja jednorazowości. Rzecz zrobiona porządnie, używana długo, naprawiana, wracająca do obiegu najkrótszą możliwą drogą. Tyle że takie rozwiązanie ma jedną fatalną wadę. Ono się kończy. Domyka problem. A domknięty problem przestaje generować przychody.
W jednej z piosenek, które nagraliśmy w KidsPRO, jest taki fragment:
Bo skończone nie przynosi Stałych przelewów, wiecznych zysków Więc płyniemy — bez przystani
To jest sedno. Nie liczy się rozwiązanie. Liczy się proces. Proces to ruch, ruch to pieniądze. „Malujesz obraz, który nie ma ram, piszesz powieść bez ostatniej strony, budujesz dom, w którym nie ma drzwi. Bo drzwi to koniec — a koniec zabroniony." Systemu kaucyjnego nikt nie projektował po to, żeby kiedyś ogłosić: gotowe, problem odpadów rozwiązany, zwijamy automaty. On ma trwać. Wiecznie się zaczynać i nigdy nie kończyć.
Ten wzorzec ma zresztą swoje stare imię: lichwa. Pieniądz pobierany bez tworzenia dobra, procent wycinany z każdej wymiany, opłata bez kresu i bez własności na horyzoncie. Śpiewaliśmy o tym w innej naszej piosence: „Bo jeśli płacisz, płacisz i płacisz, a własność nie przejdzie na ciebie, to pieniądz nie służy już wymianie, tylko człowieka powoli głodzi." System kaucyjny zbudowano według tej samej matrycy. Kaucja krąży, bon goni bon, każdy obrót zostawia w systemie swoją dolę, a na końcu drogi nie czeka żadne dobro. „Gdzie nie ma dobra na końcu drogi, tam lichwa buduje swój tron."
Tę samą ideę wtłacza się dziś w umysły najmłodszych, i to pod przykrywką zabawy. Na zajęciach Malort dzieci „marzą farbami": malują bez granic i bez kształtu, każde jak chce. Obrazu nigdy się nie kończy, nigdy nie interpretuje, nigdy nie ocenia, bo dzieło zostało z góry uznane za nieistotne. Liczy się sam gest. „Dziecko w szkole rysuje wciąż i wciąż. Nie kwiat, nie dom — sam gest jest celem." Ten sam mechanizm wbudowano w Minecraft Education: buduje się dla zabawy, bez celu, bez problemu do rozwiązania. Dziecko wychowane w takim rytmie wejdzie w dorosłość głęboko przekonane, że tak właśnie wygląda praca: wieczny proces, po którym nic nie zostaje. Idealny obywatel świata, w którym koniec jest zabroniony.
Komu ten system naprawdę służy
Popatrzmy, kto dziś realnie korzysta z kaucji. Wystarczy przejść się po mieście i otworzyć oczy. Butelki kaucyjne stały się źródłem stałego, drobnego dochodu dla osób zmagających się z problemem alkoholowym. Zebrane butelki zamieniają się w gotówkę albo bon, a te najkrótszą drogą wracają na półkę z alkoholem. Obieg się domyka, tyle że w najgorszym możliwym miejscu. Kolejna butelka zostaje sprzedana, kolejna kaucja naliczona, kolejny podatek odprowadzony. Producent zarabia, operator zarabia, państwo zarabia. Każde ogniwo tego łańcucha ma swój zysk, a rachunek za całość płaci człowiek, który ma zostać wyzyskany. Jego choroba została wpięta w system jako paliwo.
Widzimy pana lub panią zniszczonych przez alkohol i na tym obrazku zwykle poprzestajemy. Nie widzimy, że to kiedyś były dzieci. Dzieci, którym nikt nie pokazał poprawnych rozwiązań ani wzorców, za to otoczono je szczelnie brain rotami. Nauczono je szukać wrażeń, doświadczania, emocji, troski o własny dobrostan, odmieniania uczuć przez wszystkie przypadki. To prosty efekt zamiany edukacji w zabawę: miejsce nauki realnych umiejętności zajęło doświadczanie, miejsce rozumienia — kolekcjonowanie wrażeń. Zbudowano im place zabaw i parki rozrywki serwujące doznania niemożliwe do osiągnięcia w normalnym życiu. A potem dziwimy się, że dwudziestoośmioletni człowiek pędzi arteonem dwieście kilometrów na godzinę, taranuje samochód, zabija i rani niewinnych, a na sali sądowej siedzi „małe dziecko" w ciele dorosłego. Buntuje się, że idzie do więzienia. Że ponosi konsekwencje. Że on przecież nie chciał, to miała być zabawa. Całe życie była zabawa: zabawa malarska, zabawa w klocki, zabawa w doznania. Tym razem się nie udała.
Czy tak miała wyglądać troska o środowisko?
Bierność jako produkt końcowy
Jest jeszcze drugi skutek, mniej widoczny, a moim zdaniem groźniejszy. Kiedy człowiek jest nieustannie bombardowany rozwiązaniami, które przeczą logice, w końcu przestaje reagować. Organizm ma swoje granice. Mózg został stworzony do szukania praw spójnych z matematyką i fizyką, do wyławiania wzorców. Gdy widzi błąd, chce go poprawić, bo taka jest jego natura. Gdy jednak błędy otaczają go ze wszystkich stron, poprawianie staje się niewykonalne i przychodzi zmęczenie. To zmęczenie potrafi skończyć się depresją, rozpaczą, a bywa, że i odebraniem sobie życia. Dzieje się przy tym coś jeszcze gorszego: mózg zanurzony w błędach zaczyna z czasem traktować je jako poprawne odpowiedzi. A stąd już krok do działań, których cofnąć się nie da, bo rzeczywistość jest niezmienna i stała. Jedna zmiana — i można ją już tylko kompensować. Można się zżymać na jeden absurd, na drugi, na piąty. Na pięćdziesiąty już nie starcza sił, bo w ciągłym napięciu żyć się nie da. Przychodzi otępienie. Wzruszenie ramion. Trudno, tak już jest, musimy działać, nie mamy wyboru.
I to jest dokładnie ten stan, w którym obywatel jest najwygodniejszy. Przekonany o własnej bezsilności. Posłusznie noszący butelki do automatu i głęboko pewny, że na kształt tego świata nie ma żadnego wpływu. „Doświadczasz — nie rozumiesz. Czujesz — nie pojmujesz." Człowiek otępiały nie zada pytania o sens. Będzie wykonywał proces.
Pomyłka czy projekt?
W tym miejscu zwykle uruchamia się w nas odruch dobrej wiary. Myślimy: ci, którzy to wymyślili, chcieli przecież dobrze. Pomylili się. Nie przewidzieli. Zabrakło im wyobraźni.
Zadam więc pytanie. Systemy tej skali projektują ludzie inteligentni, wykształceni, dysponujący analizami, ekspertyzami i pieniędzmi, o jakich zwykły człowiek może pomarzyć. Jeśli to wszystko są pomyłki, to dlaczego te pomyłki tak konsekwentnie układają się w jedną stronę? Zawsze w stronę procesu zamiast rozwiązania. Zawsze w stronę ruchu, który generuje przychód. Zawsze w stronę obywatela biernego, zmęczonego i przekonanego o własnej bezsilności. Ile razy z rzędu można się pomylić identycznie, zanim przestanie to być pomyłka?
Odpowiedź zostawiam każdemu z osobna. Ja swoją znam.
Co z tym zrobić?
Rzeczywistość jest sędzią. To zdanie powtarzam dzieciom na każdych zajęciach i powtórzę je tutaj. Kod się kompiluje albo nie. Obieg się domyka albo nie. Rozwiązanie rozwiązuje problem albo go hoduje. Żadna narracja, żadna kampania, żaden szlachetnie brzmiący cel tego werdyktu nie zmieni.
Dlatego w KidsPRO uczymy dzieci rzeczy, która w dzisiejszym świecie staje się umiejętnością deficytową: łączenia skutków z przyczynami. Dziecko, które rozumie, jak działa system, umie zadać pytanie, komu ten system służy. Dziecko, które doprowadziło swój program do końca, wie, czym różni się dzieło od procesu. „A kiedyś człowiek kładł ostatni kamień i mówił: Zrobione. To jest moje."
Otępienie nie jest wyrokiem. Jest skutkiem. A skoro jest skutkiem, to ma przyczynę, którą można usunąć. Zaczyna się od odzyskania jednej prostej zdolności: patrzenia na rzeczy takimi, jakimi są. Pocięty na kawałki portret to pocięty na kawałki portret, choćby wisiał w najdroższej galerii świata. System, który nie rozwiązuje problemu, to system, który nie rozwiązuje problemu, choćby stał w każdym markecie w kraju.
Rzeczywistość jest spójna. Warto do niej wrócić.
Marcin Zieliński
Zobacz też
Co łączy Picassa z kryzysem klimatycznym
Co wspólnego ma Picasso z dzisiejszym kryzysem klimatycznym? Jedno i drugie zaczyna się od rozdarcia - od rozbicia czegoś, co było spójne, bo na rozdarciu da się zarobić. Pokazuję, dlaczego nie naprawią tego ani wiatraki, ani kolejne regulacje, i czego naprawdę uczymy dzieci: rozpoznawania, gdzie układ domyka całość, a gdzie ktoś rozrywa go dla pieniędzy. To umiejętność, która zmienia przyszłość dziecka w każdej dziedzinie.
Czy Minecraft rozwija kreatywność?
W artykulue odkryjesz czym jest prawdziwa kreatywność i dlaczego Minecraft ją niszczy.
Malujesz obraz który nie ma ram
Czy można całe życie się uczyć — i nie nauczyć się niczego?
Twoje dziecko uczy się lichwy w szkole. I nikt mu tego nie powie.
Czy wiesz, że Twoje dziecko właśnie teraz uczy się lichwy na lekcji matematyki - tylko nikt nie nazywa tego po imieniu? Procent składany, raty kredytu, odsetki - to nie matematyka, to mechanizm, który okrada miliony ludzi. Pokazujemy, jak rozpoznać lichwę w wynajmie, subskrypcjach i podatkach - i dlaczego dziecko, które rozumie ten wzorzec, ma szansę nie zostać kolejną ofiarą systemu.